Nasi partnerzy

  • image
  • Jaśkowy Sad
  • Autokompleks
  • image
  • image
  • image
  • image
  • image
  • Instal-mont
  • image
  • image
  • image

Fotoreportaże

  • 11 listopada 2018 w 100.rocznicę Odzyskania przez Polskę Niepodległości w Czchowie - fot. red. Joanna Dębiec
  • Uroczysta akademia z okazji 100-lecia Odzyskania przez Polskę Niepodległości w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych w Czchowie - fot.red.  Joanna Dębiec
  • Bracia Polacy znad Wisły czyli przedpremiera trzeciej już sztuki autorstwa J.J.Należytego, przygotowywanej w Czchowie przez Teatr Komedia z Krakowa (Projekt: 100 lat Radości z Niepodległości) - fot.red. Joanna Dębiec
  • Święto Szkoły oraz ślubowanie klas I. w Tworkowej - fot.red. J.Dębiec
  • Patriotycznie na 100-lecie Odzyskania Niepodległości u przedszkolaków w Jurkowie - fot.red. Joanna Dębiec
  • Archiwum

Powódź z 1934 roku i Święty Jan - CzCz maj 2010

Administrator.

Nasza ziemia bardzo często nawiedzana jest różnorodnymi kataklizmami jak, wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi, tornada i huragany. Klęski te omijają nasz kraj, ale za to mamy nie mniej kosztowne i tragiczne w skutkach - powodzie. Ukształtowanie terenu Polski z wysokimi górami na południu i nizinnymi terenami, opadającymi w kierunku północnym do morza powodują, że po intensywnych opadach w górach występują wody z koryt rzek i rozlewają się po rozległych dolinach. Powodzie nawiedzały nasz kraj od niepamiętnych czasów, z tą różnicą, że w czasach średniowiecznych zabudowa dolin była znikoma w stosunku do obecnych, a więc szkody były niepomiernie mniejsze. Jan Długosz opisywał powodzie w latach 1118, 1221, 1252 i największą powódź w 1270 r. Jak pisze „w dolinie rzek mogły pływać statki, a woda niosła ludzkie ciała i drewniane domy. W wysokich koronach drzew chroniły się ptaki i liczne gady.” Podobne opisy powodzi przytacza ks. Stanisław Hozjusz z Radłowa opisując powódź z 1533: „woda sięgnęła wrót kościelnych, a z prądem rzeki płynęły liczne ciała ludzkie, cały dobytek i sprzęt gospodarski.”

DUNAJEC – nad nim mieszkamy, w nim się kąpiemy, pijemy z niego wodę, stanowi więc cząstkę naszego życia. Długość rzeki wynosi 247 km, zlewnia wód 6800 km2, a średni przepływ 14 m3/s. W górnych partiach rzeka płynie wąskim korytem pomiędzy wysokimi górami i dużymi spadkami terenu.

W pierwszej połowie lipca 1934 r. w Tatrach wystąpiły opady o niespotykanym natężeniu. Podobne opady wystąpiły w dorzeczu Popradu i Łososiny. Olbrzymie masy wody pędząc w dół koryta rzeki Dunajec rozlały się po całej dolinie, zabierając wszystko, co stanowiło przeszkodę. W Czchowie woda rozlała się między górami Drużkowa i drogą Brzesko-Nowy Sącz, a w wielu miejscach ją zatopiła. Szacunkowy przepływ wody podczas powodzi w przekroju Czchowa wynosił 4200 m3/s, tj. 250 razy więcej niż normalny przepływ. Wg opowiadań naszych rodziców i innych świadków (jak w poprzednich powodziach) zalaną doliną płynęły całe domy, dobytek zwierzęcy i gigantyczne drzewa powyrywane z korzeniami. Wszystkie pola z niezebranymi zbożami i płodami zostały doszczętnie zniszczone i zalane często kilkumetrową warstwą namułów rzecznych. Z naszego zalanego domu, osoby starsze i dzieci wywożono łódkami; ja miałem niecały rok i nic z tej pierwszej podróży nie pamiętam. Straty z powodzi zostały oszacowane na 12 mln $. Unikalne fotografie z powodzi przedstawiają nasz dom zalany wodą powyżej okien, dom pp.Skrzelowskich i drogę Drużków-Czchów.

Po tej gigantycznej powodzi rząd powrócił do koncepcji budowy zapory w Rożnowie wg pomysłu prof. Karola Pomianowskiego. Projekt zapory wykonano w latach 1920-1930 w biurze Dróg Wodnych Ministerstwa Komunikacji, ale realizację budowy odłożono na skutek kryzysu gospodarczego. Do budowy przystąpiono w 1935 r., a wykonawcą była spółka polsko-francuska. Dyrektorem budowy został inż. Ziemowit Śliwiński. Równocześnie z budową zbiornika rożnowskiego opracowano projekt budowy zapory w Czchowie. Budowa trwała od 1938 do 1948 roku. Montaż turbin ukończono w 1958 r. Celem zbiornika czchowskiego nie jest magazynowanie wody powodziowej, a jedynie wyrównywanie przepływów na dolnym Dunajcu i Wiśle. W praktyce nie zdaje to egzaminu, bo pojemność zbiornika jest za mała. Nadmienię, że biuro projektów “Hydroprojekt” w Krakowie opracowało koncepcję budowy zbiornika “Czchów 2”. Miała powstać w przekroju “Głowaczka” i baszta w Czchowie – wysoka na 75 m zapora ziemna. Woda w zbiorniku zatopiłaby całkowicie istniejącą zaporę, a cofka wody sięgałaby do elektrowni w Rożnowie, na rzece Łososinie do Limanowej. Nasi wybitni hydrolodzy: prof. J.Lambor i prof. Z.Kajetanowicz, przewidywali już w 1950 r. zanik opadów w Europie Środkowej i Wschodniej w najbliższym stuleciu i całkowite stepowienie tych terenów. W wyniku tych prognoz “Hydroprojekt” opracował koncepcję zapory “Zakliczyn”. Miałaby zostać w przekroju Zakliczyna wybudowana gigantyczna zapora, zalewając wodą wszystko aż do Rożnowa i “Góry Tymowskiej”. Napełnienie zbiornika trwałoby kilka lat, a wody wystarczyłoby na zasilanie całej doliny Wisły. Zmiana ustroju w Polsce i inne priorytety gospodarcze odsunęły te projekty w daleką przyszłość, ale na pewno nasze prawnuki do tych koncepcji powrócą.

Wybudowanie zbiornika rożnowskiego nie rozwiązało w dużym procencie zabezpieczenia doliny Dunajca przed powodziami i dopiero realizacja zbiornika w Czorsztynie oraz bardzo staranna gospodarka przeciwpowodziowa na zbiornikach w znacznym stopniu stanowi ochronę terenów poniżej Rożnowa. Na skutek protestów ekologów, oszczędności finansowych i apeli władz Nowego Targu, aby ograniczono podtopienia terenów podmiejskich, zaniechano koncepcję budowy “dużego Czorsztyna”. Strata wynikła z ogromnego ograniczenia pojemności zbiornika, jest nie do odrobienia i w następnych dziesięcioleciach, kiedy wystąpi znaczny deficyt wody, ciężko za to zapłacimy.

Muszę też dodać, że prowadzona za “komuny” rabunkowa eksploatacja żwiru z koryta Dunajca, pogłębiła koryto rzeki o ok. 3 m, co spowodowało, że nawet znacznie zwiększone przepływy w nim się mieszczą.

Teraz słów kilka o św. Janie, którego powódź w 1934 r. (według legendy) przyniosła nie wiadomo skąd i pozostawiła przy drodze, dziś zwanej ulicą Dworską.

Wg opowiadań naszej mamy i siostry Krystyny oraz przedłożonej fotografii z lat 30., figura św. Jana stała w tym miejscu przed powodzią, a powódź ją przewróciła. Wg dawnej legendy powtarzanej przez siostrę, figura została przywleczona przez wcześniejsze powodzie z Wiatrowic, gdyż ma wyryty herb Wiktorów, którzy zamieszkiwali w dawnych czasach wieś Wiatrowice. Jest też możliwe, że rodzina Wiktorów w tym miejscu ufundowała figurę. Logicznie rzecz biorąc, raczej nie jest możliwe, żeby woda przyniosła z Wiatrowic ważący wiele ton posąg kamienny i zostawiła go leżącego na piaszczystej ziemi. Według moich przemyśleń figura św. Jana stała tam zawsze i tylko zmieniało sie koryto Dunajca, a przed wiekami zagospodarowanie terenów było inne. Prawdopodobnie obok figury przebiegało koryto Dunajca i był tam drewniany most. Następnie powodzie zniosły most i całkowicie przesunęły koryto rzeki, a św. Jan stał tam spokojnie przez wszystkie lata i stoi na początku XXI wieku. Deszcze, mrozy i wichury niszczyły posąg i spowodowały, że po kilkuset latach figura wykonana z piaskowca straciła głowę. Upadła na ziemię i leżała tak spokojnie czekając na lepsze czasy. Wielką trudnością było przymocować posągowi głowę bez specjalistycznego sprzętu. W tym czasie jakiś miejscowy kolekcjoner zabrał ją sobie – ważyła tylko kilka kilogramów. Zrobiła sie wielka draka i prawdopodobnie Święty nie miałby głowy, gdyby nie interwencja przewielebnego księdza proboszcza, który zagroził piekłem panu kolekcjonerowi, jeśli głowy nie odda. Głowę odniesiono pod osłoną nocy na miejsce świętokradztwa.

Po tym wypadku, na skutek starań władz kościelnych i gminnych, konserwator zabytków dokonał rekonstrukcji posągu. Figura ma dawny, piękny kształt, jasny kolor i stoi na dawnym miejscu. My wszyscy mieszkańcy ul. Dworskiej i okolic, jesteśmy bardzo przywiązani do św. Jana. Zawsze, od najdawniejszych lat, zarówno młodzi, jak i starzy, wychodząc na spacer wieczorny lub w księżycową noc, mówili: idziemy do Świętego Jana.

Oprócz niewątpliwych zasług wszystkich świętych Janów, nasz, odkąd patrzy na drogę (dawniej patrzył na Dunajec), ma wielką zasługę w pilnowaniu naszej wąziuteńkiej uliczki. Mimo dużego ruchu samochodowego i motocyklowego, nie było żadnego wypadku. My nigdy nie oddamy Świętego, aby pilnował drogi Brzesko-Nowy Sącz. Na pewno byłoby mniej wypadków, a Wojtek Goryca nie miałby w ogrodzie 8 rozbitych samochodów. Święty Jan podpowiada, aby na drodze pod basztą, przy zainstalowanych mrugających światłach, ustawić FOTORADAR. Gmina nie ma pieniędzy, ale gdyby prywatny inwestor w spółce z gminą np. taki radar ustawił, na pewno inwestycja zwróci się bardzo szybko. Wydaje się trochę dziwne, że zainwestowano dużo pieniędzy w sygnalizację świetlną, a nikomu nie przyjdzie do głowy wyciąganie konsekwencji od kierowców, nagminnie łamiących przepisy. Tam pomimo namalowanych pasów i mrugających świateł, prawie nikt z kierowców nie zwalnia, a przejście pieszych przez drogę graniczy z cudem. Proszę też spróbować wyjechać z parkingu pod cmentarzem na główną drogę w kierunku Brzeska lub Sącza.

Nie bójmy się powodzi, ale kierowców nie przestrzegających przepisów drogowych.

Apel Świętego Jana i wszystkich innych świętych: kierowcy PRZYCHAMUJCIE, a będziemy rzadziej skręcać na cmentarz.

Marian Skarżyński